Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 października 2013

Paputki dla dzidziusia (bez zszywania)

Paputki na razie czekają na dzidziusia... po drugiej stronie brzucha :)
Zdjęcia na modelu będą, kiedy dzieciątko zechce przejść na naszą stronę świata.


A póki co - podzielę się z chętnymi swoim sposobem dziergania paputków w sposób, który pozwala ograniczyć stosowanie igły do schowania końcówek włóczki.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Metalizowane nici we frywolitce




Raz po raz trafiają do mnie pytania nt. frywolitkowania nićmi metalizowanymi.
W listopadzie z takim pytaniem trafiła do mnie przemiła gliwiczanka, która w podzięce przesłała mi szpulkę metalizowanych nici zakupionych w pobliskiej sobie, "stacjonarnej" pasmanterii.
Tym samym sprawiła mi tak miłą niespodziankę, że kipiąc radością postanowiłam podzielić się tymi przemyśleniami z wszystkimi zainteresowanymi tematem czytelnikami.

Podkreślam, że wszystkie zawarte tutaj opinie i oceny są zupełnie subiektywne, oparte na moich własnych, dotychczasowych  doświadczeniach z określonymi nićmi.

Przede wszystkim warto wspomnieć, że z metalizowaną nicią pracuje się inaczej, niż z bawełną. W mojej ocenie - z bawełną nieporównywalnie lepiej. Ale znam panią, która frywolitkuje niemal tylko z nici metalizowanych i nie przepada za bawełną. Tak więc to upodobanie jest kwestią indywidualną :)

Tak generalnie o niciach metalizowanych:


- Często nici metalizowane mają tendencję do łatwego rozkręcania splotu („rozdwajania”, ale najczęściej to więcej, niż dwie "podnitki");
- Poza tym zdarza się, że są nierówne, chropowate, co bardzo komplikuje, a czasem wręcz  uniemożliwia zaciąganie kółeczek i łuczków;
- Bywają też słabe, a w zestawieniu z nierówną powierzchnią bardzo łatwo o zerwanie takiej nitki.   Nie muszę pewnie mówić jakie to irytujące, szczególnie w przypadku robótek frywolitkowych... ;)
- Nici metalizowane bywają też nieco elastyczne - kiedy np. ściągamy kółeczko, to czujemy, że nić się naciąga, a potem wraca. Abo i nie wraca – tym gorzej dla nici i naszej robótki. Niewątpliwie w przypadku frywolitki nie jest to pożądana cecha nici;
- Poza tym nieprzyjemną cechą nici metalizowanych jest też to, że czasami metaliczna powłoka łatwo się ściera podczas zaciągania słupków i zamiast pięknego, metalicznego koloru robótki zostaje nam brud na palcach i poszarzała praca;
- No i ewentualne pomyłki... O ile w przypadku bawełny, kiedy się pomylę, to przeważnie jestem w stanie ewentualnie kilka słupków odplątać, o tyle nici metalizowanej na pewno nie. Nawet, jeżeli supełki uda się rozplątać, to nić będzie tak powyginana, że nie będzie już wyglądać na robótce tak estetycznie, jak nowa.  Robota czeka więc od nowa.

Uwaga dla początkujących
Co do porad dla początkujących, to polecałabym dbanie o to, żeby pracować nierozkręconą (nierozdwojoną) nicią. Nitki metalizowane naprawdę łatwo się rozwarstwiają. O ile na słupkach za bardzo tego nie widać, o tyle na pikotkach już bardzo widać. I wygląda to mało estetycznie.

Prasowanie i usztywnianie
Przy prasowaniu robótki z nici metalizowanej trzeba być bardzo ostrożnym, bo łatwo jest zetrzeć ten delikatny, metaliczny kolor. Dlatego lepiej jest to robić przez tkaninę lub ręcznik papierowy. I lepiej przykładać żelazko, niż przesuwać i trzeć. Oczywiście bez przesady, w miarę potrzeb i z wyczuciem, to nic złego się nie stanie.
I jeszcze kwestia utwardzania.
O ile serwetek frywolitkowych bawełnianych nie utrwalam żadnym krochmalem ani niczym innym, o tyle biżuterię z nici metalizowanych - owszem.
Kupiłam kiedyś w którymś z marketów budowlanych bezbarwny lakier w spray'u i nim traktuję robótkę po wyprasowaniu.
Kiedyś robiłam bez lakieru, ale takie kolczyki (zwłaszcza większe, wiszące) po jednym użyciu wiotczały, rolowały się. Po utwardzeniu stają się bardziej "drucikowate" i ten efekt najbardziej mi się podoba.

Subiektywne recenzje niektórych*) testowanych przeze mnie nici metalizowanych:
*) tylko tych, o których w mojej opinii warto w kontekście frywolitkowania wspominać

Madeira Metallic
Pisałam już kiedyś na jej temat TUTAJ.
Pracowałam z tą nitką wyłącznie w rozmiarze 15.
Najkrócej rzecz ujmując – jest bardzo wydajna, dość mocna i w miarę gładka.
Cena za 10 metrów bieżących – około 1,00 zł.
Spośród wszystkich nici metalizowanych ją właśnie lubię najbardziej, niezależnie od koloru „metaliku”.
Ale jest to pierwsza nić metalizowana, jaką wykorzystywałam do frywolitek, więc niewykluczone, że ta moja sympatia wynika z „prawa pierwszej nocy” ;)

DMC Diamant
Zalety: jest dość jednolicie metalizowana, ma ładny, intensywny połysk, kolor nie ściera się łatwo, jest mocna.
Cena za szpulkę jest stosunkowo niska, ale…
Wady: na szpulce jest tylko 35 mb., więc cena za 10 metrów bieżących – około 2,60 zł. I jeszcze jedna, znaczna wada: poliester będący „rdzeniem” nici bywa w kontrastowym, czarnym kolorze (np. przy pokazanej na fotce z kwiatkami miedzi). W gotowym wyrobie przebijająca czerń może mieć negatywny wpływ na jego urodę.
W porównaniu z Madeira Metallic nr 15 jest grubsza.

Papatya – czyli turecka nitka, którą przysłała mi wspomniana na wstępie gliwiczanka. 
Grubość „na oko” podobna do DMC Diamant, ale na opakowaniu brak informacji nt. długości nici w szpulce, jej wagi oraz składu. 
Zalety: cena (podobno, 6,50 zł za szpulkę), jest wystarczająco mocna do frywolitki, żeby się łatwo nie zrywała podczas pracy. 
Wady: mniejszy jest udział metalizowanego poliestru w stosunku do niemetalizowanego „rdzenia”. W efekcie wyrób gotowy w mniejszym stopniu daje efekt metalowego drucika, a raczej koronki białej, pokrytej brokatem. Poza tym nitka ta jest dość szorstka i sprężysta, co komplikuje korzystanie z niej przy frywolitkach.

Ponadto supłałam frywolitki z kilku innych nitek metalizowanych, jakie wpadły mi w ręce. Niektórych z nich w ogóle nie byłabym w stanie nazwać, bo brakowało jakichkolwiek informacji.
Ale nawet, gdybym mogła przytoczyć ich nazwę, to nie były to nici godne wyróżniania w tym miejscu.
Nici do frywolitki muszą być przede wszystkim gładkie i mocne. Ta cecha najwyraźniej jest trudna do osiągnięcia w przypadku nici metalizowanych, ponieważ najczęstszym problemem, z którym się spotykałam, było zrywanie się nitki. Słabe nitki z gruntu dyskwalifikuję do celów frywolitkowych, dlatego nawet nie będę o nich wspominać.


A jakie są Wasze doświadczenia z metalizowanymi nićmi?
Jestem bardzo ciekawa innych opinii i twórczej polemiki :)

środa, 9 listopada 2011

Poradnik woalki ;)

Dziś chciałabym się z Wami podzielić dwoma umiejętnościami, które czasami ułatwiają mi życie.

RÓŻA NA DRUTACH


Moja przyjaźń z szydełkiem rozwija się bardzo powoli i opornie. Kwiatki na szydełku wychodzą mi koślawe i robię je bez przyjemności. Wybawieniem okazała się wyrosnieta11, która podesłała mi opis wykonania róży na drutach. Oto on (z moimi tycimi modyfikacjami):

Potrzebne materiały: druty i włóczka

1. Nabrać 84 oczka + 2 brzegowe.


2. Przerobić 4 rzędy prosty jersey, czyli jeden rządek oczka prawe, drugi - oczka lewe itd.


3. Teraz jest najważniejszy "myk" - po przerobieniu oczka brzegowego i 6 prawych oczek należy odwrócić na lewym drucie o 360 stopni wszystko, co na nim się znajduje.





4. Przerobić kolejne 6 oczek prawych i znowu to, co pozostało na lewym drucie odwracamy. I tak do końca rzędu.





5. Kolejny rząd przerabiamy wszystkie 84 oczka w lewo.

6. W kolejnym rzędzie zaczynamy redukcję oczek. Wszystkie prawe, przerabiamy po 2 razem (zostają 42 oczka + 2 brzegowe).


7. Kolejny rząd - kontynuujemy redukcję, ale tym razem po 2 oczka razem w lewo (zostaje 21 oczek + 2 brzegowe).


8. Ostatni rząd redukcji - znowu po 2 razem w prawo - ponieważ liczba oczek jest nieparzysta, możemy np. na końcu rzędu przerobić 3 oczka razem i pozostaje nam wówczas 10 oczek + 2 brzegowe.


9. Kończymy robótkę oczkami lewymi.

10. Formujemy i zszywamy zgrabną różyczkę :)


WIĄZANIE NASZYJNIKA UMOŻLIWIAJĄCE REGULACJĘ DŁUGOŚCI

Wczoraj pokazałam fotki zawieszek na sznureczkach. Wszystkie te sznureczki są tej samej długości, zawiązane tym samym sposobem.
Nauczyłam się tego dawno temu, na początku liceum, kiedy miałam manię noszenia różnych wisiorów i amuletów na rzemykach tuż przy szyi. Zapinki w zasadzie odpadały przez moją alergię, a wisiory trzeba było zdejmować chociażby do mycia ;)
Postaram się to wytłumaczyć swoimi słowami oraz przy pomocy zdjęć.

1. Sznurek (rzemyk, żyłkę, rurkę... co kto woli) zawiązujemy supełkiem w taki sposób, aby dało się przesuwać jedną z końcówek.





2. Drugi koniec sznurka (czy co kto sobie życzy) zawiązujemy na "pętli właściwej" w taki sposób, aby dało się ją przesuwać.


3. Po założeniu wisiorka na szyję regulujemy długość sznureczka poprzez przesuwanie supełków w górę lub w dół, co powoduje zwiększenie lub zmniejszenie długości "pętli właściwej"


Powodzenia! :)

Planuję przygotowanie na jutro niespodzianki z wykorzystaniem róży, która jest pokazana w tym poście. Mam nadzieję, że mnie jutro odwiedzicie.
Zapraszam!

    LinkWithin

    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...